103K views, 729 likes, 128 loves, 1.1K comments, 66 shares, Facebook Watch Videos from Świat Gwiazd: Niebywałe, kim jest żona Jana Pietrzaka. Dzieli ich ogromna różnica wieku 26 kwietnia 2017, 21:00. Ten tekst przeczytasz w 1 minutę. Jan Pietrzak jako radiowiec Joe w słynnym filmie "Kochaj albo rzuć" (197) / Media. Premier Beata Szydło złożyła życzenia kończącemu 80 lat Janowi Pietrzakowi, podczas jubileuszowego koncertu "Z PRL-u do Polski", który odbył się w środę w studiu radiowym im. Pierwsza żona Lennona tak opisała w autobiografii swój zachwyt Johnem: „Był buntownikiem. Łamał zasady. Nigdy wcześniej z kimś takim się nie zetknęłam w moim zwyczajnym, poukładanym życiu. Pociągał mnie od samego początku”. W 1962 r. okazało się, że Cynthia spodziewa się dziecka. Wtedy para postanowiła się pobrać. Jedna z najbardziej tajemniczych par polskiego show-biznesu. Ona – wspaniała aktorka, on – uzdolniony reżyser i operator. Magdalena Różczka i Jan Holoubek od lat tworzą zgrany duet. Para doczekała się wspólnie dwóch córeczek i wychowuje pociechę aktorki z pierwszego związku. Zakochani rzadko opowiadają o swoim życiu prywatnym. Za każdy razem, gdy pojawiają się na czerwonym Strona rodu Jana Pietrzaka z Katarzyną i Agnieszką, z Łukowicy; InfoFoto rodzin Pietrzaków: Marcina, Szczepan, Aniela, Leon Oleksy, Jadwiga Szumal, Władysław Pietrzak, Maria Krzanowska, Czesław Pietrzak Janusz Józefowicz: pierwsza żona Choć związek Nataszy Urbańskiej i Janusza Józefowicza trwa od wielu lat, mało kto pamięta, że wcześniej artysta był już żonaty. . Nie żyje Jan Pęczek. Aktor znany widzom głównie z roli Zenka Grzelaka w serialu Barwy Szczęścia miła 71 lat. Informację o jego śmierci przekazał Maciej Englert na stronie Teatru Współczesnego. Okazuje się, że Jan Pęczak od lat cierpiał na nieuleczalną chorobę… 25 lata temu Gianni Versace zginął z rąk mordercy Jan Pęczek nie żyje. Miał 71 lat O śmierci Jana Pęczka poinformowano na stronie warszawskiego Teatru Współczesnego. Aktor pracował tam przez niemal 40 lat. Napisano o nim w poruszających słowach: „Aktor, autor choreografii i ruchu scenicznego w wielu przedstawieniach m. in. »Mistrz i Małgorzata«, »Martwe dusze«, »Wniebowstąpienie«, »To idzie młodość«. Był osobą spolegliwą, w prawdziwym znaczeniu tego słowa, można było na nim polegać i jednocześnie ufać, zarówno jako człowiekowi jak i artyście. Skromny, lojalny i ciepły, mimo swojej hardej i dumnej »góralskiej duszy«. Zaangażowałem go w stanie wojennym. Działał aktywnie w opozycji i uciekając z jakiegoś »kotła«, złamał pechowo nogę w kostce, która nie bardzo się chciała zrosnąć, ale rwał się do grania, choć każdy krok sprawiał mu ból, mało kto o tym wiedział, nie rozczulał się nad sobą”, czytamy na stornie Teatru Współczesnego. Maciej Englert w pożegnaniu aktora ujawnił, że Jan Pęczek zmagał się z nieuleczalną chorobą. Zaledwie dwa miesiące temu nagle zmarła mu żona, Jadwiga Bargielowska-Pęczek, co mocno nim wstrząsnęło: „Podobnie jak w ostatnich miesiącach zmagań z jak się okazało nieuleczalną chorobą, potem z niespodziewaną śmiercią żony, jego siła budziła najwyższy podziw i szacunek. Trudno przyjąć wiadomość o śmierci przyjaciela, nawet jeśli była spodziewana i była wybawieniem, a Jasiek nie miał wrogów”, pisze. Jan Pęczek - życie prywatne i kariera Jan Pęczek głównie kojarzony był z seriali, takich jak Barwy Szczęscia, Samo Życie czy Na Wspólnej, ale występował także w znanych polskich produkcjach: Rozmowy kontrolowane czy Nigdy w życiu. Od lat związany był również z Teatrem Współczesnym w Warszawie. Niechętnie mówiło o życiu prywatnym, ale w jednym z wywiadów zdradzil, że ma siedmioro wnucząt. Zdradził, że jego dzieci rozsiane są po całym świecie - jedna z córek mieszka w Pekinie, druga w Krakowie a syn w Rudzie Śląskiej. Najczęściej jednak całą rodziną spotykają się w ich domu na Mazurach. „Jestem góralem, razem z genami odziedziczyłem zdolności manualne. Mam chałupę na Warmii, którą sam wybudowałem i do dziś robię w niej wszystko sam. Obmyślam szczegółowo na przykład, jak przerobić 4-metrową, przedwojenną szafę dębową na 2-metrową, bo potrzebuję mniejszej. Jadzia, moja żona, mówi: »znowu w coś się wdałeś, ile to będzie trwało?«. Odpowiadam: »dwa dni«, a ona od razu wie, że przynajmniej dwa tygodnie”, mówił w rozmowie z Interią w 2018 roku. Nazywano go oazą spokoju. Jan Pęczek słynął z pogody ducha. Niestety 9 maja 2021 roku zmarła żona Jana Pęczka. Jej nagła śmierć była dla aktora ogromnym ciosem, ale dzięki wsparciu bliskich, nie poddawał się i w tym trudnym momencie zaskakiwał siłą. Niestety dziś poinformowano o śmierci Jana Pęczka. Aktor miał 71 lat. Rodzinie artysty składamy głębokie wyrazy współczucia. Fot. TRICOLORS/East News Fot. TRICOLORS/East News Jan Pietrzak dał wczoraj koncert w warszawskim CSW Recital 83-letniego satyryka składał się z krótkich songów oraz przydługawych mini-wykładów z historii Polski XX wieku Były spicze o Bitwie Warszawskiej, Powstaniu Warszawskim, komunizmie i wtręty o Gomułce Wystąpił też Wujek Samo Zło, znany raper i współpracownik TVP Info. W utworze improwizowanym intonował: "Bracia i siostry, babcie, dziadkowie oraz wujkowie, dziś wielkie brawa dla pana Janka, bo to dzięki niemu jest ta zabawa" Na scenie pojawił się także Kodym, lider zespołu Apteka. Po ostatnim utworze nawoływał: – A teraz pomyślmy sobie życzenie. Cokolwiek sobie teraz pomyślimy, to się uda. Uda, uda! Szóstego czerwca Aleje Ujazdowskie tętniły od haseł. Dwadzieścia minut po szesnastej skręcam w boczną Mokotowskiej. Przede mną skupisko wozów policyjnych, za nimi tłum młodych ludzi tłoczących się z banerami. Przechodzę na drugą stronę ulicy, jestem już na Alejach, pod Ambasadą Amerykańską pełno banerów, w dali słychać bębny. W powietrzu atmosfera gęsta, jak w "Do The Right Thing" Spike'a Lee. Ktoś stoi z ulotkami, podchodzę bliżej i proszę o jedną. Są płatne, słyszę: "dwa złote". Akurat nie mam, ale nieznany młody mężczyzna sięga po portfel i wykłada za mnie. Tak poznaję Alexa Buckleya, organizatora czwartkowego protestu; mówi, że sobotni to ciąg dalszy. Alex studiuje dziennikarstwo, ma polsko-amerykańskie korzenie. Zaraz usłyszy, że ludzi może tu być nawet ponad tysiąc. Patrzę na zegarek, późno, zostawiam w tyle banery, na ostatnich z nich czytam: "NIE DLA RASIZMU", "NIE JESTEM TWOIM MURZYNEM". W połowie drogi między Ambasadą a CSW słyszę komentarze ludzi szydzących z tego gestu solidarności z ofiarami rasizmu. Walka z rasizmem i... "masonerią polską" 6 czerwca jedna ulica oddzieli od siebie dwie Polski. Tą, która empatyzuje z protestującymi w Stanach i tych, co w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski chce wspominać Bitwę Warszawską. I jeszcze lista poparcia dla Rafała Trzaskowskiego w połowie drogi. Polityczna sztafeta. Ostatnia prosta, już prawie pod CSW – stanowisko z książkami, podchodzę, patrzę, tytuły nośne: "Chrystofobia", "Cham", "Aborcja", "Masoneria polska", "Ruch oporu". Kampania Andrzeja Dudy w CSW (6 czerwca 2020 r.) Na zegarze prawie piąta i na dzień dobry - kanonada wyzwisk. – Chamska hołota! Po co przyszliście tutaj?! Idźcie do swoich w tych kagańcach, idźcie sobie tam! Po co tu przychodzicie? – pyta krzycząc jedna z pań, w reakcji na baner z napisem "SPIETRZAJ DZIADU" i tęczową flagę "PEACE". Akcja powstała z inicjatywy trzech osób prywatnych. – Protestujemy przeciwko wykorzystywaniu CSW na zupełnie inne cele. Sztuka Jana Pietrzaka nie ma nic wspólnego ze sztuką współczesną – mówi anonimowo jeden z protestujących. – Albo to jest prowokacja, albo po prawej stronie jest puste pole i nie ma ludzi, którzy mogliby wypełnić entertainment – dodaje. "Hołota ubecka" i "prostytutki od Budki" Reakcje na protest były skrajne: "multikulti, LGBT, to wasza ideologia. Tylko pamiętajcie, wy jesteście sterowani!", "chcesz być lesbą, to bądź, bo ja z głodu umieram!", "won za dom!", "prostytutki od Budki", "do roboty, nieroby!", "bylibyście w ruskich łagrach, gdyby nie my", "hołota ubecka". I klasyka mowy nienawiści: "wy nie jesteście Polakami!". Były też inne atrakcje. Można było odwiedzić budkę z ulotkami kandydata Andrzeja Dudy, do której zapraszały rzewne pieśni patriotyczne płynące z boomboxa, obok okładka "Gazety Polskiej" i stojący na stoliku krzyż. Foto: Przemysław Bollin / Onet Protest przed koncertem Jana Pietrzaka w CSW (6 czerwca 2020 r.) "Rozsądek zawodzi, gdy człowiek się nie spodziewa" Jeszcze chwila w kolejce, bo na koncert wyznaczono limit miejsc, ale ponieważ rotacja gości była duża, to o byłem już w środku. Gospodarz benefisu akurat raczył publiczność cytatem z Gomułki: "gdybyśmy mieli blachę, zarzucilibyśmy Europę konserwami, ale nie mamy mięsa". Śmiechy, brawa. Jan Pietrzak kontynuował. "To jest moje pierwsze wystąpienie w tym roku. Spotykamy się w CSW, który był budowany przez Stanisława Augusta, czy raczej Zygmunta III Wazę" – kto by ich tam spamiętał. To nie była ostatnia lekcja historii tego wieczoru. Jeszcze krótka zapowiedź i hyc, nagle wśród publiczności pojawił się, ubrany w smoking, a jakże, Piotr Rafałko. Zatrzymując się przed jedną z pań, zaczął dąć donośnym tenorem: "całując twoją dłoń, Madame…". Brawom nie było końca. Tuż po nich, klasyk Eugeniusza Bodo: "Już taki jestem zimny drań", i stało się jasne, że 6 czerwca jest momentem historycznym dla dyrektury Piotra Bernatowicza. Od tego dnia Centrum Sztuki Współczesnej będzie nam się kojarzyło także z piosenkami przedwojennymi w koturnowym wykonaniu. Ale tak, wiem, pluralizm przede wszystkim. Na koniec recitalu tenor sięgnął po tekst Feliksa Konarskiego, o wiele mówiącym w okolicznościach tytule, "Arrivederci Roma". "Rozsądek najczęściej zawodzi/ gdy człowiek najmniej się spodziewa/ gdy myśli, że mądry, że nie da się nabrać/ że wszystkie rozumy już zjadł" – to z pierwszej zwrotki. Aktualne. Wielkie polskie zwycięstwo - tak przy okazji... Potem na scenę wrócił Jan Pietrzak. Spicz o Bitwie Warszawskiej. – Kto zwyciężył? Polska! A słowa zwyciężył nie używa się w polskich podręcznikach. Nie wolno! Jakby to samo się stało. Dyplomaci też, ale krew polskiego żołnierza – podkreślał, by każdy zrozumiał. – Polska wygrała z Rosją bolszewicką, proszę państwa, jeden na jednego! Wielkie polskie zwycięstwo! – akcentował, budując dramaturgię. – A mimo to w Warszawie nie ma pomnika Bitwy Warszawskiej! Mimo to, że ja i moje Towarzystwo Patriotyczne od lat o to zabiegamy. Symbol zwycięstwa Stalina stoi, symbolu zwycięstwa Polski nie ma w Warszawie. To tak tylko przy okazji – dodał, nagle spuszczając z tonu, jakby całe to napuszone od politycznych piór wystąpienie było tak tylko przy okazji. Bo przecież było. To tylko marginesy, w czasie kampanii prezydenckiej. I tak płynął recital 83-letniego satyryka – od krótkiego songu do przydługawych mini wykładów z historii Polski XX wieku. Bitwa i powstanie Po Bitwie Warszawskiej na tapecie Powstanie Warszawskie, pochwała śmierci w imię ojczyzny. – To byli moi koledzy z podwórka, starsi o kilka lat [pan Pietrzak to rocznik 1937 - przyp. aut.]. Ci ludzie widzieli głęboki sens w tej walce - mówił satyryk o powstańcach. – Przez całą okupację hitlerowską młodzi ludzie marzyli, że będą chcieli się bić! To był ich sens! Wierzyli, że warto umierać dla spraw, dla których warto żyć. A taką sprawą dla nich była Polska. To jest trudne do zrozumienia dla tych, co się wywodzą z ruchu obywatelskiego – kontynuował, odnosząc się do trwającej kampanii prezydenckiej. Było jeszcze rozliczenie z komunizmem, wspomnienie "Solidarności" i przywołanie postaci Jana Pawła II. Wątek spuentował song o grudniu 1981. Foto: Łukasz Szeląg/REPORTER / East News Koncert Jana Pietrzaka w CSW Zamek Ujazdowski (6 czerwca 2020 r.) Wielka improwizacja Po nim gospodarz benefisu wywołał na scenę kolejnych gości: – Poznałem ich u Michała Rachonia. Ponowie Kodym i Wujek Samo Zło. Brawo! I oto jest, Jędrzej "Kodym" Kodymowski z post-punkowego zespołu Apteka i Maciej Albin Gnatowski, znany jako WZS, nagrywający hip-hop, z Kalibrem 44 jako Baku Baku Skład. Ostatnie lata to dla niego raczej polityka. W ostatnich wyborach na prezydenta Warszawy wspierał kandydata Prawa i Sprawiedliwości Patryka Jakiego. Co czwartek pojawia się w TVP Info w programie Michała Rachonia. Foto: Łukasz Szeląg/REPORTER / East News Maciej Albin Gnatowski (Wujek Samo Zło) podczas koncertu Jana Pietrzaka w CSW (6 czerwca 2020 r.) Do publiczności Jana Pietrzaka światopoglądowo wcale więc nie było mu tak daleko: – Witam państwa, zazwyczaj gramy przed inną publicznością, ale bardzo się cieszę, że możemy tutaj wystąpić. Od razu przyjęliśmy zaproszenie od pana Jana Pietrzaka. Brawa dla niego! – mówił w pierwszych słowach WSZ. Gdy Kodym jeszcze stroił gitarę, WSZ kontynuował w ramach zapowiedzi: – Przygotowałem dla państwa utwór nie swój, ale mówiący o Warszawie, nieznanego autora, choć był on wykonywany przez Grzesiuka. To będzie eksperyment, sam nie wiem, jak to wyjdzie. I się zaczęło. Do muzyki The Fugees "Ready or Not" zaintonował: – W Saskim Ogrodzie, koło fontanny/ Jakiś się facet przysiadł do panny/ Była niewinna, jak wonna lilia/ Na imię miała… - Panna Cecylia – odpowiedziała publiczność, potakując. Późnej zaprezentował się Kodym, który tłumaczył: – Pierwsza piosenka nosi tytuł Kosmos, gdzie jest nasza planeta Ziemia, a na niej jest nasza Polska. To ona jest wspólnym mianownikiem, który nas wszystkich łączy – mówił na wstępie. Potem dziedziniec CSW ogarnęła wielka improwizacja. – Ja bym poprosił pana od pianina. Chodź, chodź, nie bój się – zachęcał Wujek Samo Zło. Tak zaczął się jam na pianino, gitarę i wokal. WSZ rapował: – Przestałeś myśleć, przestałeś walczyć, zacząłeś chocholi taniec tańczyć… Aż pan Pietrzak wyszedł z pakamery; stanął w drzwiach, jak zaczarowany. "Dziś wielkie brawa dla pana Janka" WSZ płynął: – …nie możesz iść, gdy trzeba biec, a on zamiast biec, to sobie idzie. Kto to jest? Prezydent kwa, kwa, kwa… Pamiętam to! Choroba zmogła go, nie mógł stać na nogach. Wstyd, wstyd, wstyd! Patrzę na ten świat, czasami dziwię się. Ja nie pozwolę na to, to jest mój świat. Bracia i siostry, babcie, dziadkowie oraz wujkowie, dziś wielkie brawa dla pana Janka, bo to dzięki niemu jest ta zabawa. Sztuka współczesna długo tego nie zapomni. Żegnając się z publicznością głos zabrał Kodym: – A teraz pomyślmy sobie życzenie. Cokolwiek sobie teraz pomyślimy, to się uda. Uda, uda! – podkreślał z uporem, tak żeby każdy zrozumiał przesłanie. Zrozumieliśmy, bardzo dokładnie. "Niech żyje Polska" Jan Pietrzak na całe zajście zareagował mocnym zdziwieniem. – Trochę mnie wyprzedzili stylistycznie – komentował. Na koniec imprezy zaśpiewał "Niech żyje Polska". Do utworu publiczność wstała z miejsc. W rytm piosenki cała sala klaskała w dłonie, Piotr Bernatowicz również. – I jeszcze raz! – zachęcał Jan Pietrzak. – Niech żyje Polska. Nasza duma i obowiązek. Na koniec tego muzyczno-politycznego slalomu pojawił się… żart? Jan Pietrzak utyskując, że nie ma w Warszawie stałego miejsca, mówił tak: – Zagraliśmy w tym roku pierwszy raz. Nie odpowiadamy władzom warszawskim. Nie odpowiadamy różnym mediom, organizacjom. Przeganiają nas. Od razu się rzucają, obelgami obrzucają – przekonywał. – Sto lat temu był sobie Franc Fiszer, który pochodzi z kręgu, z którego ja się wywodzę. Trochę pijak, trochę filozof, trochę żartowniś. Mówił: nie będzie porządku w Polsce, jeśli się nie rozstrzela 750 tys. łajdaków. A jak tylu nie ma? Nic nie szkodzi. To się dobierze z uczciwych. Minęło sto lat i mamy ten sam problem! – akcentował Jan Pietrzak, ku uciesze publiczności. Czy to jeszcze żart czy już mowa nienawiści? Rozochocony brnął dalej. – W listopadzie 1916 r. hrabia Skrzyński przychodzi do Piłsudskiego i pyta, jaki jest właściwie program pana partii? Mój program jest bardzo prosty, mości hrabio. Bić ku**y i złodziei – dodawał satyryk, a publiczność odpowiedziała brawami. Po koncercie podszedłem do Wujka Samo Zło. Zapytałem, czemu tu wystąpił. – Pan Jan nas zaprosił u Michała Rachonia – powtórzył to, co powiedział na scenie. Dopytywałem, czy nie miał problemu z tym, żeby tu zagrać. – Moi koledzy mi odradzali. O, właśnie oni – wskazywał na dwóch znajomych mu muzyków, którzy spóźnili się na jego show. – Różnimy się poglądami, ale nie usuwamy z grona znajomych na Facebooku – dodał. – Kasa się zgadza? – podpuszczali go. – Trzy stówy – odparł od razu. Czyli nie dla pieniędzy na takie benefisy się chodzi. Tylko z przekonań. Życiorys Jana Pietrzaka Jan Stefan Pietrzak Jan Stefan Pietrzak – na świat przyszedł w roku 1937 w Warszawie. Satyryk, aktor, autor piosenek, felietonista. Jego rodzicami byli Wacław Pietrzak i Władysława Majewska. Założyciel studenckiego kabaretu Hybrydy i kabaretu Pod Egidą. Autor wielu tekstów zarówno ukazywanych w prasie, jak i śpiewanych przez samego Pietrzaka, szeroko komentujących otaczającą wówczas rzeczywistość i nastroje panujące w Polsce. Jego autorska pieśń „Żeby Polska była Polską” utrzymana w patriotycznym tonie została nieformalnym hymnem Solidarności. Po upadku komunizmu zorganizował tzw. Kabaretowe Kursy Śmiechoterapii, które cieszyły się sporą popularnością. W 1995 roku startował w wyborach prezydenckich , uzyskując 1,12 %.. W 2005 poparł Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, a 2 lata później wyraził swoją sympatię do partii Prawo i Sprawiedliwość. W 2010 brał czynny udział w Warszawskim Społecznym Komitecie Poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Ciekawostki o Janie PietrzakuZagrał polonijnego radiowca (Joe) w hicie "Kochaj albo rzuć". ~gośćKandydował na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 1995 r. ~gość Interesujące ciekawostki o Janie Pietrzaku znaleźć można w książce "Z PRL-u do Polski. Osiemdziesiątka Pana Janka" (wyd. Multico). Książki o Janie Pietrzaku Pełne nazwisko Jan Stefan Pietrzak Data urodzenia Jana Pietrzaka 26/04/1937 (poniedziałek) Miejsce urodzenia Jana Pietrzaka Warszawa, Polska Znak Zodiaku Jana Pietrzaka ♉ Byk Wasze wspomnienia o Janie Pietrzaku Leszek Banaszewski z Wrocławia / pytanie #1 Żoną jest Kasia /moja kuzynka z Bydgoszczy/ - jej rodzice byli lekarzami - ojciec Tadeusz Banaszewski był lekarzem na statkach i jej rodziców widziałem raz w latach sześćdziesiątych we Wrocławiu - przyjechali odwiedzić pewnie mego ojca utkwiło mi w pamięci ponieważ ciocia była bardzo piękną kobitą i Kasia odziedziczyła urodę po niej. Zobacz także Bestsellery Najciekawsze propozycje książkowych biografii i autobiografii z ostatnich tygodni. Siostry nadziei Bestseller zł Nieustraszone, bohaterskie kobiety o wielkich sercach Gdy 24 lutego wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę, siostry zakonn [...] Zobacz - biografie i książki Powyższe treści mogą być dowolnie kopiowane i modyfikowane, pod warunkiem podania linku zwrotnego. powstaje z miłości do biografii i tworzenia stron. Reklamy na stronie nie pokrywają nawet kosztów serwera. Dlatego mimo że dokładamy wszelkich starań, by wszystkie dane zawarte na stronie były poprawne, nie wykluczamy możliwości pojawienia się błędów. W takim wypadku prosimy o kontakt. Przydatne linki Źródło grafik Silar, CC BY-SA , via Wikimedia Commons Zabili Jana Pietrzaka i jego żonę. Dostali karę śmierci! Data utworzenia: 24 czerwca 2013, 8:48. Kara śmieci - ten wyrok usłyszeli dwaj zabójcy i gwałciciele, którzy najpierw pohańbili na oczach męża, Jana Pietrzaka, jego żonę, a potem zabili ją i jego. Ta zbrodnia wstrząsnęła Ameryką z wielu powodów. A ponieważ są stany, w których nie obowiązuje moratorium na wykonywanie wyroków, w tym przypadku wyrok mógł być właściwie tylko taki - najsurowszy z możliwych! Jan Pietrzak i Quiana Jenkins Pietrzak. Foto: BRAK Dwaj byli żołnierze Marines zostali skazani na karę śmierci. Za to, że zgwałcili na oczach męża, także byłego żołnierza i weterana z Iraku, jego żonę. Jan Pietrzak, Polak mieszkający w USA, ożenił się z czarnoskórą Quianą Jenkins. Ich związek byl bardzo szczęśliwy. Niestety, para została odrzucona przez sąsiadów, bo on był biały a ona czarna, co wciąż w niektórych srodowiskach budzi sprzeciw. Najmłodszy z zabójców i szef bandy nosilł ksywę "Psychol". On też jest czarnoskóry. W tym przypadku to ważna informacja. Jan Pietrzak (†24 l.) i jego żonie Quianie (†26 l.) padli bowiem ofiarą rasistowskiego mordu. Quianie również była czarnoskóra. Podobno Psychol i jego banda nie mogli tego znieść. Wkurzało ich, że dziewczyna wyszła za białego. Mało tego, para była szczęśliwa. Dlatego znalazła się na celowniku bandy. Poza tym zabity mężczyzna i sprawcy znali się z armii. Polak służył razem z nim w marines. Do bestialskiego mordu na Pietrzaku i jego żonie Quianie doszło w 15 października 2008. Mordercy skrępowali swoje ofiary. Na oczach Polaka, zgwałcili jego żonę. Zrobili to też, używając różnych przedmiotów, a potem, według relacji śledczych, "Psychol" zastrzelił Polaka i jego żonę. Zabójcy wypisali też na ścianie domu swoich wulgarne rasistowskie epitety. Z domu ofiar zginęły też drobne przedmioty. Po zbrodni podłożyli w domu ogień, by zatrzeć ślady... Zobacz także Za tę zbrodnię Emrys John (23 l.) i Tyrone Miller (25 l.) zostaną straceni. Kevin Cox (25 l.), trzeci z bandy, dostał dożywocie. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: Występ Jana Pietrzaka i związanych z nim artystów w CSW Zamek U-jazdowski to wydarzenie szokujące i bezprecedensowe. Warszawska instytucja kultury od lat kojarzy się przede wszystkim z ambitnym programem związanym ze sztuką współczesną. Zaproszenie Pietrzaka to ukłon w kierunku obraźliwej prawicowej satyry i znak nowych porządków w Zamku. Za decyzją stoi Piotr Bernatowicz, który jest dyrektorem Centrum od 1 stycznia 2020 roku. Wiele wskazuje na to, że to dopiero początek zmian, a koncert Jan Pietrzak Entertainment zwiastuje nowe porządki w CSW. Koncert z cyklu “Zwycięski rok 20” zaplanowano na sobotę 6 czerwca. Wstęp na wydarzenie jest wolny, a data nieprzypadkowa - to właśnie od soboty można znów organizować koncerty na świeżym powietrzu, które wcześniej w związku z pandemią koronawirusa były zakazane. Wystąpi nie tylko Jan Pietrzak, lecz także artyści związani z Jan Pietrzak Entertainment: Piotr Rafałko, Bartek Kurowski, Jędrzej Kodymowski, Maciej Gnatowski oraz Kapela spod Egidy pod kierunkiem Mariusza Dubrawskiego. “Od lat odbywa się tu na przykład biletowany "Festiwal Co jest Grane", organizowany przez Agorę. W tym roku też był planowany na czerwiec, jednak organizatorzy przesunęli go z uwagi na okoliczności epidemiczne. Odbędzie się prawdopodobnie we wrześniu. Nie bardzo rozumiem zatem, dlaczego instytucja kultury może gościć muzyków zaproszonych przez Agorę, a nie może gościć muzyków zaproszonych przez Jana Pietrzaka? Na tym właśnie polega pluralizm, którym powinna cechować się publiczna instytucja kultury. Jak widać, niektórzy muszą się jeszcze 30 lat po obaleniu komunizmu tego pluralizmu uczyć” - napisał Bernatowicz na Facebooku. Redakcja zwróciła się do CSW o oficjalne stanowisko w sprawie koncertu “Zwycięski rok 20”. Beata Łupińska-Rytel z Działu Promocji i Komunikacji odpowiedziała: "Towarzystwo Patriotyczne – Fundacja Jana Pietrzaka zwróciło się do CSW Zamek Ujazdowski z pytaniem o możliwość zorganizowania koncertu Jana Pietrzaka i zaproszonych przez niego muzyków na dziedzińcu CSW Zamek Ujazdowski. Dyrekcja wyraziła zgodę na udostępnienie dziedzińca i współpracę w zakresie niezbędnego przygotowania dziedzińca do koncertu" - podkreślając, że to fundacja jest głównym organizatorem. Koncertem są zaniepokojeni różni ludzie związani ze światem kultury, oburzenie wyrażał Filip Springer i Jakub Majmurek. O zdanie spytałam Karola Radziszewskiego, artysty, który w swojej twórczości wiele poświęca problemom społeczności LGBT+ i jeszcze niedawno w CSW prezentował swoją retrospektywę, Jakuba Banasiaka, redaktora naczelnego magazynu “SZUM” i wykładowcę warszawskiego ASP oraz dr Magdalenę Wróblewską, pełnomocniczkę Dyrektora Muzeum Warszawy ds. naukowo- badawczych i wykładowczynię w Instytucie Historii Sztuki UW. Skąd tyle kontrowersji? Kim jest dyrektor CSW Piotr Bernatowicz? Bernatowicz jest znanym propagatorem tzw. “sztuki smoleńskiej” i ważną figurą dla programu rozwijania kultury w Polsce zgodnymi z ideami rządzącego w Polsce PiS-u. Już w 2011 roku na łamach czasopisma o sztuce “Obieg” domagał się miejsca dla sztuki poświęconej katastrofie smoleńskiej. Na początku swojej kariery historyka sztuki Bernatowicz nie przejawiał konserwatywnych fascynacji, pisał doktorat o Pablu Picassie, a jego promotorem był nieżyjący już Piotr Piotrowski, wybitny polski historyk sztuki, kontrowersyjny dyrektor warszawskiego oddziału Muzeum Narodowego. W pewnym momencie Bernatowicz zmienił orientację światopoglądową, uznał, że polskim światem sztuki rządzi lewicowa klika i postanowił walczyć o zmianę perspektywy. W 2014 roku został dyrektorem uznanej warszawskiej Galerii Arsenał, gdzie zasłynął prezentacją homofobicznych i seksistowskich plakatów Wojciecha Korkucia. Jego rządy wpłynęły na spadek prestiżu, który otaczał instytucję - miejska galeria zamieniła się w wokandę dla obraźliwych treści. Wiele wskazuje na to, że z warszawskim CSW będzie podobnie. “Zachował się jak apartczyk” - Centrum Sztuki Współczesnej* nie jest miejscem na organizację występów Jana Pietrzaka - podkreśla dr Magdalena Wróblewska. - To miejsce prezentacji sztuki najnowszej z bogatą tradycją eksperymentalnej instytucji ukształtowanej przez Wojciecha Krukowskiego, z ugruntowaną pozycją, rozpoznawalne na całym świecie. Piotr Bernatowicz tłumacząc decyzję zasłania się pluralizmem, którego podobno nie nauczyliśmy się jeszcze po upadku komunizmu, ale w swoich wypowiedziach nie argumentuje na rzecz wartości artystycznych czy kulturalnych działalności Pietrzaka. Co więcej, organizuje ten koncert w szczególnym momencie, wręcz symbolicznym, ponownego otwarcia instytucji po zamknięciu w czasie pandemii. W moim przekonaniu jest to czytelny sygnał, że nie sztuka najnowsza, a toporna, polityczna propaganda w najgorszym wydaniu będzie teraz domeną tej placówki, tak ważnej dla odbiorców szeroko rozumianej sztuki (obejmującej także teatr, perfomens, kino). To kompromitacja Piotra Bernatowicza na tym stanowisku. Zachował się jak aparatczyk, a nie dyrektor jednej z najważniejszych instytucji sztuki współczesnej w Europie - dodaje badaczka. “Powstaje świat równoległy” - Kiedy usłyszałem o koncercie, myślałem, że dyrektor potajemnie próbuje łatać swój budżet wynajmując dziedziniec CSW na komercyjną i kiepskiej jakości rozrywkę. Ale okazuje się, że nie, że właśnie tak ma wyglądać nowy program, bo do przybycia zachęca darmowy wstęp - komentuje Radziszewski. - Pietrzak to ponura postać, koniunkturalnie przytulająca się do prawicowej władzy i mediów. W jednym z wywiadów skarżył się, że niezależne samorządy nie chcą dawać pieniędzy na jego koncerty i jest wobec tego represjonowany. "Gdybym miał więcej możliwości moglibyśmy występować na rynkach miast. Najlepiej zamiast demonstracji LGBT-ów". Gdzie indziej homofobicznie stwierdzał: "Niech się schowają ze swoim seksem do szafy, a nie zawracają nam głowę, bo to jest agresywne narzucanie się, to jest robione sztucznie" - zauważa artysta. Wystawa Radziszewskiego “Potęga sekretów”, na której znalazło się wiele materiałów dokumentujących życie społeczności LGBT+ w Europie Środkowo-Wschodniej w okresie komunizmu, o której rozmawialiśmy w grudniu zeszłego roku, to jak przeciwległy biegun wobec tego, czym zajmuje się Jan Pietrzak Entertainment. - Koncert Jana Pietrzaka w CSW łatwo wyśmiać. Jednak warto potraktować go poważnie. Środowiska liberalno-lewicowe są nieodmiennie zdumione kolejnymi posunięciami prawicy, ostatecznie pozostając wobec nich bezradne. Tymczasem prawica kieruje swój przekaz do zupełnie innej grupy, bo wie, że na akceptację elit III RP i tak nie ma szans. Dokładnie to samo dotyczy elit artystycznych III RP i nowego programu CSW. Pietrzak to tylko pierwszy symptom – i wkluczenie nowej publiczności. Powstaje świat równoległy, który docelowo ma być silniejszy niż ten drugi. Tak jak ma to miejsce w przypadku innych segmentów naszego państwa - zauważa Jakub Banasiak. Zobacz również: Z Kujawskim pomagamy pszczołom

pierwsza żona jana pietrzaka