Moment Sylwia Przybysz tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. Ich pędy można prowadzić na sznurkach lub innych podporach. Ogórki na balkonie – możesz je mieć przez całe lato! Wraz z popularnością na życie w myśl filozofii zero waste Moi rodzice przez całe życie mieszkali na wsi. Moja mama ciężko pracowała, ojciec też przez całe życie nie widział nic poza gospodarstwem. Byłam ich jedyną córką, chociaż w tamtych czasach na wsi to była rzadkość. W rodzinach było zwykle dużo dzieci, ale moja mama ciężko pracowała i nie zdecydowała się na kolejne. Z dzieciństwa pamiętam […] Pogrubione: Hidan Zwykłe: Kakuzu (ja) OOOOI KAKUZU! Czemu Ty tak na mnie narzekasz *Mruknął i skrzyżował ręce na klatce z obrażoną Makrama – życie z głową w sznurkach. Magdalena Michalska 12:34, 03.02.2022 Aktualizacja: 18:54, 03.02.2022 Pani Agnieszka Wysocka z Sulikowa ma niecodzienną pasję. Paulina, autorka bloga Makramowy Splot, od lat zakochana w sznurkach, dzieli się swoim sposobem na życie i największą pasją. Radzi, od czego zacząć, i prowadzi przez kolejne etapy rękodzieła, a jednocześnie opowiada o swoim makramowym slow life. Wszystko o sznurkach, przyborach i gałęziach do wyplatania . Paroles de la chanson JDabrowsky Piosenka Drewnianych Lalek lyrics officiel Piosenka Drewnianych Lalek est une chanson en Polonais Całe życie zawieszani na sznurkach cieniutkich Czyimś ruchem poruszani dla uciech malutkich Tak tańczymy i śpiewamy jak nam grają inni I choć dzieci dobrze znamy nie jesteśmy już dziecinni Ludzie mówią że nie mamy duszy Ludzie mówią że nie znamy łez Lalki z drewna przecież nic nie wzruszy Lalka nie ma serca czy to prawdą jest Całe życie zawieszani na sznurkach cieniutkich Czyimś ruchem poruszani dla uciech malutkich Wszystko z drewna więc drewniane życie Wciąż niepewna w życiu dola trwa A piosenka którą tu słyszycie Dziś w drewnianej duszy marionetki łka Ludzie mówią że nie mamy duszy Ludzie mówią ze nie znamy łez Lalki z drewna przecież nic nie wzruszy Lalka nie ma serca czy to prawdą jest Ludzie mówią nie znają czułości Ludzie mówią lalki nie kochają Są drewniane nie znają miłości Mówią ludzie tak czy racje mająDroits parole : paroles officielles sous licence Lyricfind respectant le droit d' des paroles interdite sans autorisation. Kocham ten rysunek . X DDJest po prostu cudowny i boski <33Przedstawia oczywiście wersję Pauri jako marionetka . Całe życie zawieszani , na sznurkach , cieniutkich . Czyimś ruchem poruszani . Dla uciech , malutkich . Tak tańczymy i śpiewamy , jak nam grają inni i chodź dzieci dobrze znamy , nie jesteśmy już dziecinni . Ludzie mówią że nie mamy duszy . Ludzie mówią że nie znamy łez . Lalki z drewna przecież nic nie wzruszy . Lalka nie ma serca , czy to prawdą jest ?Całe życie zawieszani , na sznurkach , cieniutkich . Czyimś ruchem poruszani . Dla uciech , malutkich . Wszystko z drewna , więc drewniane życie . Wciąż nie pewna w życiu dola twa , a piosenka którą tu słyszycie , gdzieś w drewnianej duszy marionetki łka .Ludzie mówią że nie mamy duszy . Ludzie mówią że nie znamy łez .Lalki z drewna przecież nic nie wzruszy .Lalka nie ma serca , czy to prawdą jest ?Ludzi mówią " Nie znają czułości " . Ludzi mówią " Lalki nie kochają " . Są drewniane , nie znają miłości . Mówią ludzie tak , czy rację mają ? - Ohayo rzekł i ją przytulił na powitanie. Ta bardziej się zarumieniła. Zaśmiałyśmy się z Mikoto. - Co tam u ciebie Hanabero? - A nic Mi. Jutro pierwszy trening z drużyną. Tak więc nic ciekawego dattebane. A u ciebie? - Też przybliżyła się do mnie i zaczęła szeptać na Kiedy Obito zauważy co czuje do niego Tamiko? - Kiedy zrozumie, że Rin nie jest dla niego, lub kiedy ona nie odwzajemni jego uczuć wyszeptałam jej…. Wracałyśmy z Tamiko do domu. Było po 23 a ja musiałam się jeszcze wyspać. Otworzyłam jej drzwi, weszła a ja za nią. Zdjęłyśmy po cichu buty i ruszyłyśmy na palcach w stronę schodów. Gdy mijałyśmy salon ujrzałyśmy ten sam widok co wtedy. Minato całował Mihomi. Szybko zakryłam Tamiko usta, wzięłam na ręce i po cichu , ale szybko zaniosłam do jej pokoju. Usadziłam na łóżku i otoczyłam ramieniem. Ta się we mnie wtuliła i zaczęła płakać. Nie wiem dlaczego się tak zachowuje , ale pomogę jej. - Ciii….- powiedziałam i pogłaskałam ją po plecach. Siedziałyśmy tak kilka minut, zanim nie przestała. Okazało się , że zasnęła. Podniosłam ją ostrożnie, ułożyłam w łóżku, przykryłam kołdrą i zrobiłam coś czego się nie spodziewałam. A mianowicie pocałowałam ją w Dobranoc rzekłam i wyszłam na paluszkach z jej pokoju. Gdy się odwróciłam ujrzałam jak Mihomi i Minato trzymają się za ręce i idą w moją stronę. Szybko pognałam do mojego pokoju i na moje szczęście nie zauważyli mnie. Pośpiesznie się przebrałam i upadłam twarzą na poduszkę. Od razu zasnęłam…. Obudziłam się zlana potem. Tym razem śniło mi się, że jakaś postać mnie zabiera ze sobą do świata zmarłych. Spojrzałam na zegarek. Jest 3: 48. Jęknęłam. Dlaczego muszę się budzić tak wcześnie dattebane?! Podniosłam się z łóżka. Wzięłam strój do ćwiczeń i poszłam do łazienki. Wzięłam długi , uspokajający prysznic. Wytarłam się, ubrałam i zaczęłam rozczesywać włosy. Gdy poranną toaletę miałam za sobą , weszłam do swojego pokoju zostawić w nim piżamę i zabrałam plecak. Wyszłam na korytarz i zajrzałam mimo wolnie do pokoju blondynki. Spała. Zostawiłam jej karteczkę. „ Idę na pole treningowe poczekać na drużynę. Jeśli chcesz pogadać to przyjdź na 4 pole dattebane”. Wyskoczyłam przez jej okno i udałam się w stronę pola numer 4. Jeszcze nikogo nie było. Tym lepiej. Przywołałam do siebie dziewięć lisów. Każdy miał o jeden ogon więcej. Na moje ręce skoczył najmłodszy. - Ohayo powiedziałam głaszcząc liska za uchem. - Ohayo Kushina-sama. Po co nas przywołałaś? - Pomożecie mi podczas treningu dattebane. - Uuu….- rzekły zwierzaki. Zaśmiałam się i usiadłam pod drzewem. Na moje kolana wdrapały się czwórka i ósemka. Dwójka, trójka, piątka i siódemka siedziały po moich bokach, a dziewiątka usadowiła mi się na głowie. - Czy nie jest wam zbyt niewygodnie dattebane?- spytałam. Lisy zamerdały mi ogonami po twarzy. Zaśmiałam się i czekałam aż uczniowie przybędą. Gdy wybiła ósma ich nadal nie było. Wkurzyłam Wiecie co? Nie będziecie mi dziś potrzebni dattebane. Ale możecie powiedziałam podnosząc się z ziemi. Zwierzaki ze mnie zeszły i pozostały pod drzewem. Podeszłam do jednego słupa i usiadłam na nim. Czekałam tak jeszcze godzinę zanim te smarkacze raczyły się zjawić. Dostrzegłam też drużynę siódmą i drużynę drugą. Wściekła na maksa zeskoczyłam ze słupa i ruszyłam w ich stronę. Lisy się zaśmiały , a dziewiątka ruszył ze mną. Zatrzymałam się przed Minato. - Hej Kushina. Wcześniej zauważył. Dzieciaki się za nimi schowały. Tamiko się zaśmiała. - Nie twój interes Namikaze. Przesuń się bo chce dorwać bandę niedorozwiniętych bachorów rzekłam wkurzona i go ominęłam. Już chciały uciec, ale drogę im zagrodził dziewięć. - A wy dokąd?- spytał z rozbawieniem lis. Złapałam dzieciaki za fraki i pociągnęłam w stronę słupów. Lisy podbiegły. Wykonałam kilka pieczęci i każde z nich było przywiązane do słupa. - Mam nadzieje, że macie dobre wytłumaczenie na wasze spóźnienie dattebane. - No bo my…- panowie spojrzeli na dziewczynę. - Po prostu natknęliśmy się na nich i trochę pogadaliśmy. Poza tym to tylko drobne rzekła, a lisy się zaśmiały. - Miło nam było was poznać powiedziały z uśmiechami. - Drobne?! Drobne dattebane?! A jak pójdziecie na front i będziecie mieli ustalony czas zbiórki, aby wyruszyć i weprzeć inny odział to też użyjecie tego samego zdania „ To tylko drobne spóźnienie” i tym waszym spóźnieniem zapłacicie życiem waszych kompanów dattebane!! Tak więc nie mówcie mi , że to tylko drobne spóźnienie! Bo godzina taka krótka nie jest do cholery!!- krzyknęłam. Lisy znikły. Musiałam wziąć kilka uspokajających wdechów. Podeszłam do pobliskiego drzewa i ze złości uderzyłam w nie pięścią przebijając je na wylot. Uwolniłam te bachory, zamknęłam oczy, przyłożyłam do nich dwa palce i starałam się uspokoić. Tracę nad sobą panowanie przez te koszmary dattebane. Otworzyłam oczy i spojrzałam na swoich podopiecznych. Wpatrywali się we mnie tępymi spojrzeniami. - Możecie wracać do domów. Mam to w dupie jak traktujecie bycie shinobi. Ale ja nie mam zamiaru marnować swojego czasu na trenowanie takich bachorów jak wy odwróciłam się w stronę drzewa pod , którym leżałam. Westchnęłam i podeszłam do słupów. Dzieciaki odsunęły się od nich. Zaczęłam uderzać wewnętrzną stroną dłoni w słup. Nagle obok niego pojawiły się te smarkacze. - Czego dattebane?- spytałam z niechęcią w głosie. - Przepraszamy za nasze zachowanie. Jeśli zechcesz zostać naszą sensei to taka sytuacja się już nigdy nie powiedział Itachi. - przytaknęli mu pozostali. - A z skąd będę miała pewność dattebane? - Jeśli następnym razem to się powtórzy możesz z nas odpowiedział Izuna. - Popieram tych dopowiedziała Ayuma. - No dobra dattebane. Miałam dla was naszykowany test, ale go teraz nie zrobię. I nie powiem wam kiedy on będzie. Taka niespodzianka dattebane. No to zaczynamy. Macie zrobić 100 okrążeń dattebane. Ruchy!! - Hai!- krzyknęły i zaczęły wykonywać zadanie. Usiadłam na słupie , w który przed chwilą waliłam. Gdy skończyli ustawili się przede mną. - Pytanie. Potraficie kumulować czakrę w stopach dattebane? - Hai. - Dobra. W takim razie macie mi waląc dłonią rozwalić te słupy. O rzekłam zeskakując z tego na którym siedziałam. Skupiłam czakrę w dłoni i uderzyłam nią w słup. Rozwalił się na drobne Jasne? - Hai. - Dobra. Ja idę po wodę i bandaże dla was. Jak wrócę chce zobaczyć rozwalone ugryzłam się w palec i przywołałam Masz mieć na nich oko do mojego powrotu dattebane. - Jasne usłyszałam zanim nie ruszyłam w stronę miasta. Gdy byłam przy sklepach weszłam najpierw do apteki. - Ohayo. - Ohayo. W czym mogę służyć? - Chciałabym prosić sześć paczek bandaży dattebane. - Aż tyle? Dziecko co ty będziesz wyprawiać co?- spytała się mnie staruszka. - To nie dla mnie tylko dla uczniów. - Ile masz lat dziecko? - 16. - W takim młodym wieku i już posiada uczniów. Jedyną osobą , którą zna cała wioska , która ma swoją drużynę i to w twoim wieku dziecko jest Minato Namikaze. - Wiem dattebane. Ale z moimi umiejętnościami nadaje się na sensei. - A czy to nie będzie dla takiej młodej kobiety presja?- zapytała przyglądając mi się. - Nie. Całe moje życie jest pod presją. Więc to nie zrobi dla mnie, żadnej różnicy dattebane. - Proszę oto twoje bandaże dziecko. - Dziękuje. Ile płace? - Nic. To taki prezent. - Ari…. Arigato. Jeśli będę mogła się jakoś odwdzięczyć to proszę pytać o Kushinę Uzumaki. - Dobrze. Życzę udanego dnia słonko. - I powiedziałam na odchody. Ruszyłam w stronę sklepu spożywczego. Kupiłam dziesięć butelek wody i ruszyłam w stronę pola treningowego. Nagle drogę zastąpiła mi Mihomi. Nie wiem, ale nie chciałam z nią rozmawiać. Więc zwinnie ją ominęłam i ruszyłam w dalszą drogę. Nie dała za wygraną i złapała mnie za rękę, zmuszając abym się zatrzymała. - Co dattebane? Śpieszę się. - Na co? - Trening. - To może trochę poczekać. Przejdziemy powiedziała i pociągnęła mnie w stronę parku. Usiadłyśmy na oddalonej od ludzi ławce. - To co chciałaś dattebane? - Co cię ugryzło siostro? - Nic rzekłam odruchowo, chodź w gębi serca coś do niej miałam. Ale się tym nie przejęłam i olałam to dziwne uczucie. - Dobra. Ja wiem, że nie lubisz jak się ktoś o ciebie martwi, ale chyba własnej siostrze możesz powiedzieć. - Tak. Nie lubię jak się ktoś o mnie martwi , więc i ty przestań dattebane. Nic mi nie jest dobra? Jestem tylko zmęczona dattebane. Trudno mi się przystosować do tego, że za chwilę nie wyruszę do innej wioski z Tsunade poniekąd mówiłam prawdę. - No rzekła po czym nie uśmiechnęła się do Nie uważasz , że Minato jest słodki? - Co? Oczywiście, że nie!- ta się zaśmiała. - A ja uważam , że jest. A jak bosko powiedziała z rozmarzeniem. - Zaraz…. To wy jesteście parą dattebane?- wolałam się upewnić. - Nie oficjalnie, ale tak. - Moje gratulacje Mihomi. A teraz cię przeproszę, ale muszę iść na trening. Pewnie już marudzą lub się obijają dattebane. No to powiedziałam, podniosłam się z ławki i ruszyłam pędem w stronę pola treningowego. Dzieciaki waliły w słupy a do tego rozmawiały z drużyną Minato i Tamiko. Jęknęłam. Podeszłam do lisa, a ten złożył mi raport i zniknął. - No i jak wam idzie dattebane? - Nie da się tego zrobić sensei!- jęknęły jednocześnie. - Da się, ale trzeba mieć do tego podejście dattebane. - Pokażesz poprosił Izuna. - Jasne. To odsuń poprosiłam. Chłopak się odsunął a jego kompani przyglądali się moim Skupcie czakrę w dłoni i skoncentrujcie się aby w niej pozostała. Gdy wasza dłoń dotknie drewna wypuście czarkę wraz z uderzeniem. O rzekłam i pokazałam Teraz wy pierwsza poszła Ayuma. Zastosowała się do moich skazówek i udało jej się. Następny był Izuna, któremu też się udało za pierwszym razem. Gdy Itachi uderzył usłyszałam łamanie kości, a przy okazji drewna. - Brawo. A ty młody pokaż dłoń dattebane. - Ale jak usłyszałaś…. - Łamanie kości? Uwierz mi mam bardzo dobry słuch. No pokaż dattebane. A wy owińcie na razie dłonie bandażami i napijcie się wody. Dla każdego po poinformowałam uczniów. Itachi usiadł przede mną. Poszłam za jego przykładem i obejrzałam jego dłoń. Wyglądała na zdrową. Włączyłam oczy lisa. Shimatta!!! Szybko wyłączyłam wzrok lisa i pocałowałam chłopaka w nadgarstek. Czakra lisa przeszła do jego dłoni i naprawiła kość w mgnieniu oka. - Proszę. Już po wszystkim. Możesz nią ruszać Itachi?- sprawdził i uśmiechnął się. - Tak. Jak tak szybko uleczyłaś moją dłoń sensei? - Tajemnica rzekłam z Dobra na dziś to koniec. - CO?! Nie!!!! - Tak wam się spodobały treningi dattebane? - Tak. - No dobra. Zrobimy cztery sparingi i koniec. Muszę jeszcze coś załatwić dattebane. - Kushina a kiedy mnie nauczysz wiesz czego?- spytała Tamiko. - Jak z nimi skończę. Jeśli chcesz to możesz popatrzeć dattebane. - powiedziała z uśmiechem i usiadła obok mnie. Pozostali odeszli. - Dobra. Najpierw Ayuma i Izuna. Potem ja z Itachim. A następnie ja z Izuną, Itachi z Ayumą. A jutro zaczniemy od mojej i twojej walki młoda, więc się przyjrzyj jak będę im dawała w kość dattebane. - Jasne sensei. To chodź rzekła i ruszyła na środek polany ciągnąc za sobą Izunę. Przenieśliśmy się pod drzewo. Itachi rozmawiał z Tamiko i wydać było, że jest w niej zakochany. A ona tego nie widzi. Trzeba ją o tym powiadomić dattebane. Przypatrywałam się walce uczniów, a przy okazji zerkałam dyskretnie na dwójkę siedzącą obok mnie…. Wracałam z Tamiko do domu. Miałam nadzieje się wyspać. Weszłyśmy do domu i Mihomi powiadomiła mnie, że jestem wzywana do Hokage. No po prostu pięknie dattebane. Weszłam na górę do pokoju i się przebrałam. Gdy zbliżyłam się do drzwi dopiero wyczułam czyjąś obecność. Nagle ktoś mnie ogłuszył. Jedyne co widziałam to opaski shinobi z chmury…. Ocknęłam się. Byliśmy z dala od wioski. Nie czułam się na sile korzystać z czakry lisa. Związali mi ręce i kazali iść. Nic nie mówiłam. Byłam po raz pierwszy od bardzo dawna przestraszona.... szliśmy nie wiem ile czasu, gdy nagle się potknęłam i moje włosy zasłoniły mi pole widzenia. Właśnie włosy!!! Gdy ruszyliśmy w dalszą drogę niezauważalnie wyrywałam sobie włos i zostawiałam na drodze. Gdy byliśmy przy granicy opuściła mnie jakakolwiek nadzieja na to, że ktoś mnie szuka. Nagle chmury zasłoniły księżyc i nie było zbyt dużo widać. Cały czas szłam przed siebie. Nie patrzyłam czy ktoś jest przy mnie. - Jesteś ranna?- usłyszałam głos Minato. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Chmury odsłoniły księżyc i mi się on ukazał. - Przybyłem cię powiedział. Uśmiechnęłam się i zaczęłam upadać na kolana. Złapał mnie zanim nie zetknęłam się twarzą z ziemią. Zamknął oczy i uśmiechnął się do mnie. - Już nic ci nie wziął mnie na ręce uwalniając przy okazji moje związane dłonie. - Czekaj!- zdążyłam powiedzieć, zanim nie wystrzeliliśmy w powietrze. Byliśmy na tarczy księżyca. Spojrzałam na jego twarz, i potem przeniosłam wzrok na jego dłoń. Trzymał w niej kosmyk moich włosów. - To przecież…- nie dokończyłam - Masz piękne włosy, dlatego zauważyłem je od razu. - To dlaczego mnie ignorowałeś? Poza tym moja siostra ma takie same. - Bo wiem, że jesteś silna fizycznie i mentalnie. Jednak teraz znajdowałaś się w wiosce, a nie na polu bitwy. Twoje dotychczasowe walki były nieco inne, więc… - Więc? - Nie chciałem cię stracić. - Nawet jeśli jestem obca? - Dlaczego tak sądzisz? Żyjesz w Wiosce Liścia, dlatego jesteś jedną z nas. A poza tym twoje włosy są inne niż twojej rzekł. Staliśmy na szczycie drzewa. Wiatr bawił się naszymi włosami. Patrzyłam na niego oczarowana. Nagle coś w moim sercu pękło. Nagle wszystko to co mnie nurtowało stało się jasne. Jestem w tym głąbie zakochana dattebane. Ale bez wzajemności. - Możemy wrócić do wioski dattebane?- spytałam. Czułam się niezręcznie w tej pozycji. - powiedział z uśmiechem i ruszyliśmy w dalszą drogę. Odruchowo się go złapałam. Nie wiem kiedy , ale zasnęłam z wykończenia. Obudziłam się jak Minato właził do mojego pokoju przez okno. - Gdzie ja jestem dattebane? - Bezpieczna w domu. - A czy… - Nikt nie wie. Tylko ja. Powinnaś się powiedział kładąc mnie na łóżku. - Dlaczego? - Co dlaczego? - Dlaczego to…. Nieważne. Mam nadzieje, że będziecie się dobrze razem czuć. No wiesz ty i Mihomi. Będziecie świetną parą dattebane. Dobranoc. - Dobranoc rzekł na odchody. Podniosłam się z łóżka, przebrałam w piżamę. Położyłam się z powrotem na łóżku. Przytuliłam twarz do poduszki, po moich policzkach nie wiem jakim prawem poleciały łzy. Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Gdy tylko udało mi się zasnąć widziałam potwory, a gdy się budziłam płakałam i tak całą noc…. Przez całe trzy miesiące nie spałam, nie jadłam i za dużo nie mówiłam. Moje życie było bezbarwne a co każdą noc nawiedzały mnie te same koszmary. Mihomi nie wracała na mnie uwagi. Dla niej nic się ze mną nie działo. Leżałam na swoim łóżku. Patrzyłam tępym wzrokiem w sufit. Nagle moje oczy same się zamknęły i zasnęłam. „ Byłam w wiosce Wiru. Szłam w nieznaną sobie stronę. Znalazłam się przed skałą. Widniał na niej symbol mojego klanu. Odruchowo go dotknęłam i poprawiłam. Nagle skała się podniosła do góry. Zaciekawiona weszłam do środka. Głaz się od razu za mną zamknął. Ogarnęły mnie ciemności. Ruszyłam przed siebie. Nagle się o coś potknęłam, a przy okazji zapaliłam światło. Spojrzałam na rzecz winną mojemu upadku. Okazało się to częścią sukni! Podniosłam się szybko z ziemi i spojrzałam na siebie. Byłam w długą białą suknię. Była luźna. Złapałam za jej dół i ją rozprułam. Teraz sięgała mi do kolan. Miała długie rękawy. Miałam na stopach białe baletki. Ruszyłam przed siebie. Szłam, aż nagle nie wyskoczyła na mnie jakaś postać. Nagle coś ją zgniotło a jej krew prysła na moją sukienkę. Chciałam krzyknąć, ale się opanowałam. Ruszyłam w dalszą drogę. Do moich uszu doszedł dźwięk jakieś pieśni( Zafascynowana tą piosenką pędem ruszyłam za jej dźwiękiem. Po kilku minutach znalazłam się w jakieś Sali tronowej. Na tronie siedziała… marionetka podobna do mnie. Jej puste spojrzenie przeniosło się na mnie. Z gracją baletnicy podniosła się z tronu i podeszła do mnie. - Ach Kushina. Nareszcie mogę cię rzekła. To nie był na szczęście mój głos, ale gdzieś go słyszałam… - To ty śpiewałaś tę piosenkę dattebane!?- spytałam oszołomiona. - Tak. Czy możesz mi ją zaśpiewać moja droga? - Ale… - Spróbuj. - No dobrze westchnęłam. Zamknęłam oczy. Do moich uszu doleciały dźwięki Całe życie zawieszani, na sznurkach, cieniutkich, czyimś ruchem poruszani, dla uciech, malutkich. Tak tańczymy i śpiewamy, jak nam grają inni. I chodź dzieci dobrze znamy, nie jesteśmy już dziecinni! Ludzie mówią, że nie mamy duszy. Ludzie mówią, że nie znamy łez. Lalki z drewna, przecież nic nie wzruszy. Lalka nie ma serca, czy to prawdą jest. Całe życie zawieszani, na sznurkach, cieniutkich, czyimś ruchem poruszani, dla uciech, malutkich. Wszystko z drewna , więc drewniane życie. Wciąż nie pewna w życiu dola twa. A piosenka, którą tu słyszycie, dziś w drewnianej duszy marionetki łka… Ludzie mówią, że nie mamy duszy. Ludzie mówią, że nie znamy łez. Lalki z drewna, przecież nic nie wzruszy. Lalka nie ma serca, czy to prawdą jest. Ludzie mówią, nie znamy czułości. Ludzie mówią lalki nie kochają. Są drewniane, nie znają miłości. Mówią ludzie tak, czy rację mają….- zakończyłam i otworzyłam oczy. Marionetka przyglądała mi się bacznie. - Ty jesteś moją następczynią…. - Jaką następczynią dattebane? - Kushino Uzumaki. Zostałaś wybrana na królową powiedziała z powagą w głosie. Patrzyłam się w nią tępym wzrokiem. - To żart dattebane? - Nie. Ja też pochodziłam z tej wioski. Zostałam zrobiona dla pierwszego Uzukage. Nie mógł mieć z pierwszą żoną dzieci, więc stworzono mnie. Już w tej postaci. Miałam nauczyć się zapanować nad mocami demonów i mi się to udało. Z obawie mieszkańcy za panowania drugiego Uzukage uwięzili mnie tu. Wasz klan podstępem został zmuszony do założenia tej pieczęci. Tak samo jak ty pochodzę technicznie rzecz biorąc z klanu Uzumakich. Czekałam wiele lat, aż odnajdą moją następczynie. I to ty miałaś mnie zastąpić w wieku 16 lat. Twoja czakra jest wyjątkowa, nawet jak na nas wszystkich. Zapewne nikt nigdy nie spotkał się z taką czakrą jak twoja. I to dlatego zostałaś wtedy porwana moja droga. Zostaniesz moją zastępczynią? - Ja… ja….- nie wiedziałam co powiedzieć. Wzięłam uspokajający Ja… zastąpię cię… - Arigato. Zamknij oczy. Postaram się aby to nie bolało moja powiedziała. Zamknęłam oczy i jedyne co było słychać to mój krzyk…” całus minato z mihomi: Wyszłam z jeziora i z lekkością usiadłam na brzegu, spojrzałam w niebo. Były chmury, ale najgorsze było to, że zaraz miało padać, a ja nie byłam kompletnie przygotowana na taką pogodę. Siedziałam myśląc nad tym czy wracać, czy nie. Nagle zaczął padać deszcz. Wyszczerzyłam oczy, * Deszcz w zimę?* Zdziwiona zapytałam sama siebie. Nagle poczułam na skórze futerko, była to Mayu! – Wrzasnęłam ze Mrrr. – Usłyszałam w wlazła mi na kolana i próbowała się schronić w fałdach ubrania. Ja siedziałam i mokłam.~Miko, pada deszcz, gdzie ty jesteś? ~ Illumineted przesłał mi mentalną wiadomość.~Nad naszym jeziorem, nic mi nie jest.~ Odpowiedziałam lał jak z cebra, a ja zaczęłam tonąć w błocie. Kotka od skoczyła i sama zanurzała się w kałuży. Wstałam i wzięłam ją na ręce po czym wbiegłam na drzewo. Nie wiem jak to się stało, ale miałam w stopach drzazgi i leciało mi trochę krwi. Nogi zwisały mi z gałęzi, a deszcz zmywał błoto i krew. Przypomniałam sobie tekst kolejnej piosenki i postanowiłam in the soulless valleywhere the storm from southsends the people insideA dead appliancekills the awkward silenceyeah, four generationsall run to the worldWooh, when it starts to pourGet out and touch the rainwhere rivers start to flowGet out and touch the rainwhere roses hit the floorGet out and touch the rainYou gotta change the stormGet out and touch the rainYou spend a lifetime waitingtomorrow chasingwith a cracked open shell ofsomebody you loveIn the graveyard hourthe wind strikes and takes the powerIt's those gods crying outfor you to touch the tearsWooh, when it starts to pourGet out and touch the rainwhere rivers start to flowGet out and touch the rainwhere roses hit the floorGet out and touch the rainYou gotta change the stormGet out and touch the rainWhen it starts to pourGet out and touch the rainwhere rivers start to flowGet out and touch the rainwhere roses hit the floorGet out and touch the rainYou gotta change the stormGet out and touch the na wtulającą się we mnie kotkę i na niebo, które było pochmurne, a przez deszcz nie można było nic zobaczyć. Nogi zaczynały mi sinieć, w dodatku bolały od kropli deszczu, ale wiedziałam, że nie jestem w stanie w taki deszcz wrócić do jaskini, a kopuły nie chciało mi się tworzyć, więc zaczęłam tracić czucie w nogach, co było oczywiście straszne. Nagle Mayu spojrzała się na mnie Coś się stało? – Zapytałam spojrzał na moje fioletowawe nogi po czym łapą dotknęła swojego gardła. Podążałam za jego ruchami, ale nie zrozumiałam wskazywania na – Zapytałam, dosyć głośno, bo ulewa była taka głośna, że nie było słychać czasem kiwnęło głowę, a ja pomyślałam o jakiejś spokojnej piosence. Miałam ochotę na smutne piosenki, więc przypomniałam sobie piosenkę, śpiewałam ją zawsze jak byłam smutna, ale chciałam się zając czymś życie zawieszanina sznurkach cieniutkich,czyimś ruchem poruszanidla uciech malutkich,tak tańczymy i śpiewamy,jak nam grają innii choć dzieci dobrze znamy,nie jesteśmy już mówią, że nie mamy duszy,ludzie mówią, że nie znamy łez,lalki z drewna przecież nic nie wzruszy,lalka nie ma serca, czy to prawdą jest?Całe życie zawieszanina sznurkach cieniutkich,czyimś ruchem poruszanidla uciech malutkich,wszystko z drewna,więc drewniane życie,wciąż niepewnaw życiu dola twa,a piosenka, którą tu słyszycie,gdzieś w drewnianej duszyMarionetki mówią, że nie mamy duszy,ludzie mówią, że nie znamy łez,lalki z drewna przecież nic nie wzruszy,lalka nie ma serca, czy to prawdą jest?Ludzie mówią "nie znają czułości",ludzie mówią "lalki nie kochają",są drewniane, nie znają miłości,mówią ludzie rację mają?Gdy skończyłam patrzyłam ze spokojem na towarzyszkę leżąca obok mnie. Gdy upewniłam się, że ona śpi patrzyłam na deszcz. Znowu usłyszałam jakiś dziwny szelest, wiedziałam, że przecież to nie deszcz, a kot leży tutaj, więc kto tu się kręci? Całe życie zawieszani na sznurkach cieniutkich, czyimś ruchem poruszani dla uciech malutkich, tak tańczymy i śpiewamy, jak nam grają inni i choć dzieci dobrze znamy, nie jesteśmy już dziecinni. Ref. Ludzie mówią, że nie mamy duszy, ludzie mówią, że nie znamy łez, lalki z drewna przecież nic nie wzruszy, lalka nie ma serca, czy to prawdą jest? Całe życie zawieszani na sznurkach cieniutkich, czyimś ruchem poruszani dla uciech malutkich, wszystko z drewna, więc drewniane życie, wciąż niepewna w życiu dola twa, a piosenka, którą tu słyszycie, gdzieś w drewnianej duszy Marionetki łka. Ref. Ludzie mówią, że nie mamy duszy, ludzie mówią, że nie znamy łez, lalki z drewna przecież nic nie wzruszy, lalka nie ma serca, czy to prawdą jest Ludzie mówią ? nie znają miłości, ludzie mówią ? lalki nie kochają, są drewniane, nie znają czułości, mówią ludzie tak! Czy rację mają? See also: JustSomeLyrics 98 Ivan Ferreiro Mundo De Cristal Lyrics Nucleo Terco Verano del 42 Lyrics

całe życie zawieszani na sznurkach